|
Sobota, 05 czerwiec 2010, 23:48
Artykuł
O kleszczach
|
Dodaj coś od siebie |
Piątek, 21 maj 2010, 22:41
Załamka
Siedzę przed kompem, a tu przed klawiaturę wyłazi nimfa kleszcza i spaceruje. Czuje się tu jak u siebie!
W słoiku obok mam już trzy tegoroczne kleszcze. Ten będzie czwarty. Jeszcze się trzęsę.
Tak, wkoło domu jest trawa.
Tam, gdzie jest asfalt, przecież też są. Nie wybetonuję.
Tak, mam psa.
Tak, pies jest zabezpieczony. Z psa odpadają martwe osobniki.
Ja nie jestem zabezpieczona. Nie włożę sobie zajzajerskiej obroży przeciwkleszczowej ani nie wetrę zajzajerskiego płynu między łopatki.
Nie wyjadę do Nowej Zelandii.
Komary też mnie bardziej lubią od innych domowników :(
|
Dodaj coś od siebie |
Czwartek, 18 luty 2010, 18:53
U kardiolożki
Sympatycznie i ekonomicznie.
Najpierw EKG, potem wizyta. Pani doktor zmieniła mi leki, dzięki czemu apteka mniej na mnie zarobi. To lubię.
Od paru dni czuję się faktycznie lepiej. Pomiary ciśnienia również się ustabilizowały.
Mało tego - życie zmusiło mnie nie tyle do "prób wysiłkowych", co do faktycznych wysiłków fizycznych (odśnieżanie!) i z zadowoleniem obserwuję reakcję organizmu. Oby tak dalej :)
Nadmiar cholesterolu staram się usunąć nie tylko lekami, ale przede wszystkim odpowiednią dietą.
Jeszcze czeka mnie tzw. echo serca (za tydzień).
|
Dodaj coś od siebie |
Wtorek, 09 luty 2010, 06:10
Badanie krwi
Mam wyniki badań, z których wynika, że: - potas mieści się w normie (!), mam 3,98 mmol/l, czyli prawie po środku zakresu normy 3,50-5,10;
- TSH - 1,699 mikro IU/ml, czyli tarczyca również w normie 0,350-4,940;
Kłopoty zaczynają się jednak niewąskie w lipidogramie :(
- Cholesterol całkowity mam 246 mg/dl gdzie
- 200 i poniżej - jest pożądane,
- 200-239 graniczne
- 240 mg/dl i powyżej, to wysokie ryzyko powikłań.
- Cholesterol dobry HDL - 49,70 mg/dl przy min. 65
- Cholesterol zły LDL - 154,50 mg/dl przy max 135.
- Trójglicerydy - 209 mg/dl również są zawyżone wobez normy max. 150 mg/dl.
Wyniki cukru też OK: glukoza - 75,00 mg/dl wobec normy 74-106 mieści się przy jej dolnej granicy.
Dzisiaj po południu EKG i wizyta u kardiolożki.
|
Dodaj coś od siebie |
Wtorek, 02 luty 2010, 23:11
Potas
O pewnego czasu czułam się dość kiepsko i coraz gorzej. Zwalałam to na huśtawkę ciśnienia meteo i inne niewiadomoco. Bo nie wiedziałam, co mi jest. Ogólnie coś nie tak.
Mąż zwrócił uwagę na dość wysoki pomiar mojego pulsu: ponad 90, czasem ponad 100. Dzisiaj jechał do kardiologa na swoje badania kontrolne, więc przy okazji wziął dla mnie skierowanie i się wkręciłam do tej samej lekarki.
Ostatni (i pierwszy) raz byłam u kardiologa w roku 2005 z powodu sporego nadciśnienia; wtedy dał mi dwa leki, które bez zmian i badań biorę do dzisiaj. Lekarz rodzinny wypisywał kolejne recepty. A właściwie pielęgniarka, bo to takie proste - tylko wypisać receptę i podetknąć lekarzowi. Jakaż to oszczędność czasu lekarza i przestrzeni kolejkowej!
Zaczęłam brać pod uwagę, że może się uodporniłam na któryś z leków, a oni nie zwracają na to uwagi. Albo może brakuje mi jakiegoś mikroelementu i przez to jakoś mi tak dziwnie i coraz bardziej nie tak.
Okazało się, że wyjątkowo słusznie się obawiałam. Pani dr kardiolog dała mi skierowania na badania - - krwi (morfologia z lipidogramem, potasem, cholesterolem etc.),
- EKG,
- echo serca
- i wyznaczyła wizytę za tydzień z wynikami.
Powiedziała coś ważnego: jeden z moich leków - Diuresin - zapewne wypłukiwał mi z organizmu potas, powodując narastające kłopoty z ciśnieniem, bóle głowy (potworne!) i drętwienie nóg.
Teraz już wiem, że powinni byli mi mierzyć ów potas i ewentualnie przepisywać suplementację.
Ale przez 5 lat co miesiąc lekarz rodzinny wypisywał mi kolejne recepty na te same leki BEZMYŚLNIE!
Bez żadnej kontroli stanu mojego organizmu!
Ręce opadają.
|
Dodaj coś od siebie |
Środa, 28 październik 2009, 23:59
Alkohole
Już ponad tydzień mam kłopot z jakąś egzemą na lewym łokciu. Maśli się toto, swędzi, raz goi, raz rozwija...
Leczenie naturalne właściwie pomaga:
liść białej kapusty lekko zmiażdżony tłuczkiem (puszcza wtedy sok) i przyłożony na swędzące i gorące wręcz zaczerwienie daje niesamowitą ulgę;
okłady z tamponu z Rivanolem, potem przemywam roztworem naturalnym soli NaCl i zakładam opatrunek z samej suchej gazy jałowej.
Pomaga.
Ale...
W ostatnich dniach parę razy wypiłam dwa piwa. Nie więcej, ale dokładnie dwa żywce. Bo lubię. Wiem, że nie powinnam.
Ból głowy - jak zawsze od momentu zakażenia Borelią. Nazajutrz natychmiastowe pogorszenie egzemy na łokciu.
Potem leczenie jak wyżej, po kilku dniach poprawa, więc na przekór samej sobie: dwa piwa - od razu migrena i pogorszenie egzemy :(
Niestety.
No dobrze, na razie się wstrzymam z tym piwem. Jak trzeba to trzeba :(
Dodawanie komentarzy ciągle jest wyłączone z powodu ton ruskiego spamu. Sorry.
|
Dodaj coś od siebie |
Sobota, 08 sierpień 2009, 17:49
Xorimax
Dzisiaj postępuję sprzecznie z jakąkolwiek metodą leczenia. Przede wszystkim łamię podstawową zasadę:
O leczeniu decydować powinien lekarz, a nie zawartość mojej apteczki.
Od trzech dni mam coraz silniejsze bóle kości przedramienia u obu rąk. Już smarowanie żelem z diabelskim pazurem nie pomaga. Bóle sa napadowe i przemijające, ale coraz gorsze.
W poniedziałek pójdę do lekarza.
Dzisiaj zaczęłam brać to, co mam:
Xorimax 500 (na razie delikatnie, 500 mg co 12 h)
Liv.52 osłonowo
Bo to mam.
Nie poszłam do lekarza. Staram się najpierw zarobić na leczenie. Albo na długi. Właściwie na jedno i drugie.
Komentarze sa nadal zablokowane z powodu spamu, ale dostaję je też pocztą:
Maja, 22-10-2009 02:31:
chora babo
nie wiem czy mogę tak się do ciebie zwracać
na twój blog trafiłam przypadkiem bo interesowało mnie to co na necie piszą o czarcim pazurze i tak trafiłam.
pare lat temu cierpiałam na paskudne bóle stawów zwłaszcza lewego biodra i obu kolan unikam lekarzy bo mój ś.p.sąsiad był lekarzem i zniechęcił mnie do ludzi tego zawodu skutecznie
wolę się leczyć sama.
zaczełam od witamin w tabletkach supradyn bez efektu potem różne preparaty witaminizowane z selenem i cynkiem,bez efektu.w magazynie o kulturystyce i odżywkach znalazłam artykuł o czarcim pazurze chyba 2002 lub 2003 już nie pamiętam. znalazłam w sklepie zielarskim i zaczełam stosować razem z vilcakorą po kilku m-cach faktycznie pomogło
oczywisicie wiem że twoje dolegliwości są inne ale na bóle w kościach stawach reumahpyt (czarci pazur)może pomóc. na osteporoze też podobno działa na wszelkie rany i dolegliwości z oczami polecam nagietka
mam kota i jest to 100% skuteczny środek najlepiej orginalny herbapolowy firmy ellise odziwo w 2 dni wyleczył mi jęczmienia na powiece i za moją radą koleżanka z pracy też wyleczyła więc działa
pozdrawiam i życzę zdrowia
|
Dodaj coś od siebie |
Sobota, 08 sierpień 2009, 17:47
Znowu jakieś awarie
Po ataku hakerów musiałam przywrócić wersję styczniową. Wieczorem odszukam następne wpisy. Komentowanie jest na razie zablokowane :(
|
Dodaj coś od siebie |
Wtorek, 20 styczeń 2009, 18:03
Syrop na zapalenie gardła
Przepis od zaprzyjaźnionej pani aptekarki (tylko DLA DOROSŁYCH):
miód - mały słoik
2-3 cytryny - sparzyć, wycisnąć sok
Pectosol ok. 50 ml
spirytus ok. 50 ml
Zmieszać wszystkie składniki -> otrzymuję ok. 300 ml syropu.
Dawkowanie: 3x dziennie po 2 łyżeczki.
|
Są 4 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Poniedziałek, 12 styczeń 2009, 10:01
Ostrożnie z Candidą
Wczoraj sąsiadka przyniosła pyszny makowiec - może trochę zbyt słodki, ale bardzo smaczny. Jeszcze świąteczny.
I co? I dzisiaj obudziłam się ze szczotką na języku: sucho w gębie, nieprzyjemnie... Gardło mnie jeszcze boli, a tu dodatkowo grzybica. Niedobrze.
Bakterie Candida albicans tylko czekają, by móc się namnażać. Wczoraj im poluzowałam - od dzisiaj znowu kilka tygodni diety.
Tak samo miewam po kuflu piwa czy po kieliszku wina.
Odpuścić! Zapomnieć o takich przyjemnościach! Są przecież jeszcze inne - bez drożdży i cukru.
|
Dodaj coś od siebie |
Środa, 07 styczeń 2009, 02:20
Chyba grypa
Charczę, gardło mnie pali, więc leczę się jak umiem: Flegamina, nalewka czosnkowa, Rutinoscorbin, miód, Aspiryna.
To przez te mrozy: w Nowy Rok zachciało nam się spacerów i nieco mnie przewiało na mazowieckich równinach. A może ktoś przywiózł z miast dalekich bakcyle, które teraz się panoszą mi po domu...
Już ja je przetrzebię!
Czuję się, jakbym miała gorączkę, ale... nie-nie, nadal równo: 35,75°C i nie chce być więcej.
|
Są 2 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Piątek, 05 grudzień 2008, 19:28
Takie moje drobne kłopoty
Sączące się ranki - już o tym nie raz pisałam, bo nie raz mi się przytrafiało. Np. 14 lutego 2008, 1 września 2008. Teraz znowu: oparzyłam się, każdemu się przecież zdarza, potem wodnisty bąbel, który pękł. Niby zaczął się goić, zrogowaciały naskórek powoli się wykruszał. A tu nowy naskórek, ten jeszcze świeży i cienki, zaczął się maślić. Od tygodnia mam z tym kłopoty: opatrunki przesiąkają po 2-3 godzinach. Jest to wyjątkowo uciążliwe.
Początkowo próbowałam Detromycynę, ale po 2 dniach przestałam (żeby nie hodować grzybicy). Przemywam rankę wodą utlenioną i wywarem z krwawnika, potem nakładam maść Clotrimazolum i przykrywam bawełnianym płatkiem kosmetycznym. Czasem stosuję Dermatol. I tak 6-8 razy dziennie zmieniam opatrunek....
Poza tym mam pewne kłopoty ginekologiczne, ale nie będę ich wyszczególniać - nie ten temat. P.S.
Dodając adresy poprzednich wpisów przypomniałam sobie jeszcze gencjanę. No tak, blog jest pamięcią zewnętrzną: we wrześniu sasia77 przypomniała mi ten lek, Sylwia potwierdziła... OK, już mam fioletowy nie tylko kciuk, ale i cztery inne palce, które pobrudziłam podczas smarowania. Spirytusowy roztwór fioletu gencjanowego - może pomoże?
Piątek, 12 grudzień 2008, 21:45
Od 2 dni dopiero ranka zaczyna przysychać - po smarowaniu Tormentiolem.
Mam nieodparte wrażenie, że wredne bakterie, które przeszkadzają w gojeniu się tych moich ranek, uodparniają się na kolejne medykamenty: najpierw przeszło po Clotrimazolu, parę miesięcy później - po Detromycynie, na następną rankę zadziałała gencjana, a teraz sączenie ustępuje dopiero po Tormentiolu.
Powoli wyczerpuję repertuar...
Przeszło, ale dopiero po 3 tygodniach :(
|
Są 3 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Piątek, 21 listopad 2008, 01:34
Już pamiętam!
Dr Joseph J. Burrascano w swym opracowaniu Borelioza wśród objawów wymienia zapominalstwo i słabą pamięć krótką.
Wikipedia wyjaśnia: Pamięć krótkotrwała (ang. short-term memory, STM) – Jej nazwa wywodzi się z klasycznej już magazynowej teorii pamięci, która dzieli system pamięci człowieka na trzy magazyny różniące się czasem przechowywania informacji (pamięć ultrakrótkotrwałą, krótkotrwałą, oraz długotrwałą pamięć). Przechowuje niewielkie ilości informacji przez krótki okres (bez dokonywania powtórek wewnętrznych czas ten szacuje się na kilka do kilkunastu sekund).
Warto też zajrzeć do artykułu Ćwiczymy pamięć autorstwa Urszuli Borawskiej-Kowalczyk.
Kłopoty z tąże pamięcią krótktotrwałą prześladują mnie od kilku lat.
Żartowałam już sobie tutaj , pamiętacie?
Jakie objawy? Proszę bardzo: przepisując liczbę 6-cyfrową muszę 3-4 razy ganiać wzrokiem, bo dwie cyfry udaje się zapamiętać, z trzecią już są kłopoty...
Coś chcę powiedzieć, zaczynam zdanie i ktoś mi przerywa. Po kilku-kilkunastu sekundach zapomniałam już, co chciałam powiedzieć. Przypominają mi. Zaczynam jeszcze raz. Znowu ktoś mi przerywa i znowu zapominam, o co mi chodziło. To się normalnie zdarza, ale u mnie stało się to regułą. Coraz częściej błagałam męża: "dokończ, przecież wiesz, co chciałam powiedzieć", często podpowiadał mi słowa, których zabrakło.
Wstaję od biurka i idę po coś. Zawsze coś mnie rozprosza i wracam z czymkolwiek innym (może też potrzebnym, ale nie do tamtego wątku myślowego, tylko do nowego).
Niby nic, ale zawsze byłam znana z dobrej pamięci, mogłam na niej polegać, szalenie ułatwiała mi życie. A tu - masz!
Zaczęłam obawiać się dłuższych wypowiedzi. Mnóstwo notowałam - czynność po czynności. Dzięki temu jakoś jeszcze funkcjonowałam. Stąd też kilka moich blogów - taka moja pamięć zewnętrzna.
I się skończyło.
Już pamiętam.
Już znowu potrafię się uczyć.
Przez 3 dni przeczytałam dość obszerny i niełatwy podręcznik programowania składu w LaTeX-u (nieważne, że nie znasz) - i pamiętam! Zrozumiałam wszystko! Udało mi się nawet tę świeżą wiedzę zastosować.
Niesamowite. Nie wiem, czy to dzięki ostatniej porcji antybiotyków, czy może miłorząb, który od miesiąca sobie aplikowałam w tabletkach... Nie wiem.
Ale jest lepiej - o czym z wielką radością donoszę Szanownym Czytelnikom :)
|
Jest 5 komentarzy, możesz dodać jeszcze coś od siebie |
Poniedziałek, 17 listopad 2008, 19:54
Nie wiem przecież.
Źle się wczoraj czułam. Miałam wrażenie, że mrówki chodzą mi po nogach, ale tak od środka. W ogóle nie mogłam zasnąć.
Nie wiem, na ile mi się wydaje, a na ile sobie wmawiam, bo się boję. Zdawało mi się, że rozbiłam cysty tygodniowym aplikowaniem Metronidazolu, wręcz że czuję, jak mi krętki się kręcą i wkręcają. A może przesadzam.
Nie mam kasy na leczenie. W końcu postawiłam na kontr-reakcję. Zaaplikowałam sobie Rulid - bo mam. Mam na ładnych parę dni. Wzięłam 2 x 150g.
Mam te leki na kurację przez tydzień. Nie wiem. Zobaczę, jaka będzie reakcja organizmu.
Nie szukam rady - dopóki nie wyjdę z długów, żadne inne rady i pomysły nie mają szans na realizację.
Tylko tak sobie kombinuję, jak umiem.
Pewna tylko jestem tego, że nie z odchudzania (vide: poprzedni wpis) wynikają moje kłopoty. Odżywiam się przede wszystkim racjonalnie - i to tylko może pomóc. Nie głodzę się przecież, jak nastoletnie anorektyczki, czy tp. Na pewno nie.
|
Jest 8 komentarzy, możesz dodać jeszcze coś od siebie |
Środa, 12 listopad 2008, 22:26
Odchudzanie
Postanowiłam wczoraj powalczyć znowu z tuszą. Od maja mój wskaźnik BMI wzrósł z 32 do 33. Wg tabelki, którą wiosną tu zamieściłam, niebezpiecznie szybko zbliżam się do kategorii stopień II otyłości. Uciążliwe jest to coraz bardziej.
Żeby dojść do granicy pomiędzy prawidłową wagą ciała a otyłością, powinnam schudnąć ok. 21 kg. Duże wyzwanie. No cóż, ale jak nie zawalczę, to stopniowo zacznę chorować na wszystko - a to kiepska perspektywa.
Nakupowałam więc dzisiaj warzyw i owoców, obłożyłam się odpowiednimi lekturami i zaczynam. Dzisiaj więc taka dieta:
kromka ciemnego chleba z masłem (ale cienko) i białym serem);
zielona herbata (na gorzko);
jabłko;
herbata Earl Grey (na gorzko);
zupa prezydencka (pół opak. mrożonki = 225g warzyw) na kostce cielęcej Knorra;
2 mandarynki;
zielona herbata (na gorzko);
kromka pumpernikla z masłem + 2 liście sałaty;
herbata Earl Grey (na gorzko);
kromka pumpernikla z masłem + średni pomidor;
Podsumowałam, to jest 1080 kcal. W porządku.
Dobrze, że mam gdzie się ruszać - niezależnie od pory dnia i nocy. Najwyżej obgadają, że nocą biegam po ogrodzie.
Wolę, żeby tak obgadywali, niż żeby wytykali palcami grubaśną babę. ;) 13-XI 1100 kcal.
|
Jest 1 komentarz, możesz być drugi. |
Środa, 12 listopad 2008, 22:25
Antybiotyki znowu
Z powodu tzw. kobiecych kłopotów (o których nie będę bardziej detaliczna) odwiedziłam lekarza. Dostałam receptę na leki, które przez 2 tyg. mają mnie przygotować do badania cytologicznego.
OK, ale stwierdziłam, że jednym z nich jest Metronidazol, szeroko stosowany do rozbijania przetrwalnikowych form krętka Bb, tzw. cyst.
Zaniepokoiłam się, bowiem dotychczas podczas leczenia boreliozy dostawałam antybiotyki łączone parami: jedne rozbijał cysty, a drugi mordował krętki, które z nich się rozprzestrzeniły. Skonsultowałam z fachowcami (po AM) - i już jestem spokojniejsza. Gdyby bowiem pojawiła się jakaś silniejsza reakcja (tzw. herx), to mam w domu jeszcze z wiosny kilka opakowań "tych drugich" antybiotyków, do mordowania krętków.
|
Są 2 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Poniedziałek, 29 wrzesień 2008, 06:10
Jesiennie
Najpierw jakieś lumbago mi weszło w szyję czy w kark i przez kilka dni głowa się nie obracała w lewo. Jak ją w końcu uruchomiłam, to gardło zaczęło wysiadać, charczę, kicham - takie zwykłe grypowe przeziębienie.
Od 2 dni więc Rutinoscorbin, Aspirin C i Cholinex + herbatka z miodem i cytryną, ciepłe skarpety i szalik. Wczoraj zaaplikowałam sobie grzane piwo z goździkami - bardzo fajne i rozgrzewające.
Właściwie nie miałoby to nic wspólnego z boreliozą, gdyby nie temperatura. Czuję się, jakbym miała ze 38°, ale od kilku lat mam przecież hipotermię. Tak więc moja temperatura ciała teraz też oscyluje sobie wokół 35,5°C - co nie jest żadnym wskaźnikiem.
W internecie nie znajduję innej przyczyny niskiej temperatury niż wychłodzenie organizmu - ale nie wpadłam do przerębla ani nie mieszkam w jaskini. W domu jest całkiem ciepło, powyżej 20°C, słowo honoru.
|
Są 4 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Niedziela, 14 wrzesień 2008, 02:35
Nie piszę tu, bo...
...czuję się dobrze, czego wszystkim życzę :)
Właściwie poza brakiem humoru (głównie z powodu braku kasy - ale może to zwalę na depresję jesienną? ;) nic mi nie dolega. Ten durny palec od wczoraj traktuję jako wyleczony (po circa 3 tygodniach!).
Zimno jest. Pełnia, niebo czyste i za oknem +4,4°C - jak na mnie to stanowczo za mało. Śpię w dzień, nocami fedruję.
Ale zaskakująco nic mnie nie boli od pewnego czasu - ani głowa, ani reumatyczne, ani inne takie. Odpukać w niemalowane.
|
Są 3 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Niedziela, 07 wrzesień 2008, 22:11
Dzień, którego zapomniało zabrać lato
Zamiast mieć się ku jesieni - już drugi dzień upały powyżej normy (do 30°C w cieniu, jeszcze teraz jest +20°C, pomimo wieczora). No, i moje samopoczucie od razu poniżej jakiejkolwiek normy. Kłopoty z oddychaniem, główka pęka.
Ciśnienie? Zatoki? "W tym wieku to normalne"?
Szperanie po necie dało jeden świetny efekt: znalazłam stronę pt. Naturalna medycyna, której przewodzi pani doktor Ryczkowska - nie tylko robiąca dobre wrażenie (ocena subiektywna), ale jeszcze mieszka w mojej okolicy, więc w razie czego niedaleko mi będzie... Ale przede wszystkim jest to strona z mnóstwem wiedzy.
Polecam - nie mając jakichkolwiek profitów bezpośrednich ani pośrednich. Spodobała mi się i tyle.
Np. na moje odwieczne oddychanie przez usta i podejrzenie kłopotów z zatokami znalazłam taka poradę (nie do mnie skierowaną):
Przewlekłe zapalenie zatok jest schorzeniem, które bardzo trudno jest opanować farmakologicznie, za to stosunkowo szybko leczy sie metodami naturalnymi. Terapia musi być jednak wieloplaszczyznowa, ponieważ problem ten też ma kilka istotnych korzeni. Leczenie musi więc uwzględnic każdy z nich, bo inaczej nie będzie satysfakcjonująco skuteczne. Uściślając, należy więc zastosować równoległe skojarzone leczenie, które pokryje 3 obszary dolegliwości:
dysbiozę jelit i dysbiozę lokalną - tutaj konieczne są zioła i probiotyki doustnie oraz odpowiednia higiena nosa. Tutaj też korzystny efekt wywieraja olejki aromaterapeutyczne.
Żywienie - zapobiegajace nawrotom kataru i alergii
Emocje, sprzyjające tym infekcjom - tutaj najprostszym i bardzo skutecznym wyjściem są odpowiednie ćwiczenia gimnastyczne oparte na zasadach hatha joga.
Jak widać zagadnienie leczenia przewlekłych chorób zatok przynosowych jest złożone. ale na szczęście przy uwzglednieniu zasad, o których napisałam, bardzo skuteczne. Szerzej napiszę o tym w oddzielnej publikacji, która w przyszłym tygodniu ukaże się na łamach Naturalnej Medycyny. Bożena Ryczkowska
|
Dodaj coś od siebie |
Sobota, 06 wrzesień 2008, 01:45
PAP: o chorych na SM
Ruszyła kampania na rzecz walki z dyskryminacją chorych na SM
Tylko 2 proc. polskich chorych na stwardnienie rozsiane ma dostęp do najlepszych leków. To kilkanaście razy mniej niż wynosi średnia dla innych krajów UE - apelowali pacjenci i lekarze na konferencji prasowej w Warszawie. Zainaugurowano na niej ogólnopolską kampanię informacyjną na temat stwardnienia rozsianego pt.:"SyMfonia Serc". Jej celem jest zwrócenie uwagi, że chorzy na stwardnienie rozsiane - poważną przewlekłą chorobę centralnego układu nerwowego - potrzebują wsparcia społecznego oraz że mają najgorszy w Europie dostęp do nowoczesnych i skutecznych leków.
Organizatorzy kampanii liczą też, że pomoże ona przełamać stereotypy na temat SM i przyczyni się do poprawy sytuacji osób, które na nią cierpią. (...)
[źródło: PAP Nauka]
Chorzy na przewlekłą boreliozę nie załapią się na stwierdzenie, że ich sytuacja jest gorsza niż w innych krajach UE. Tam też jest do kitu - - -
|
Są 4 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Poniedziałek, 01 wrzesień 2008, 04:24
Sączące się ranki
Od 4 dni znowu obserwuję upiorną rankę - zaczęło się od wielkości punktowej na zgięciu małego palca, dzisiaj już jej średnica zbliża się do 1 cm. Sączy się z niej limfa, poza tym swędzi niemożebnie. Nie drapię, ale wymaga to ode mnie dużo samozaparcia...
Stosowałam Detreomycynę - ale po 2 dniach żadnej poprawy (ranka nadal się rozszerza) zrezygnowałam.
Próbowałam zastosować babkę lancetowatą - rośnie mi tego sporo w okolicy. W księgach napisano: na trudno gojące się rany. Guzik, nadal sączy się i swędzi jakby bardziej.
Wracam do wypróbowanej ostatnio (w lutym) metody: maść Clotrimazolum i przemywanie Azulanem.
Sobota, 06 wrzesień 2008, 01:00
Od 3 dni smaruję się gencjaną i w końcu sukces: przedwczoraj przestało swędzieć, a wczoraj przestało się sączyć! Uff!
|
Jest 7 komentarzy, możesz dodać jeszcze coś od siebie |
Sobota, 30 sierpień 2008, 00:57
Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi (SSBSU)
Ku uciesze i podtrzymaniu na duchu, dodaję coś o symptomach upływającego czasu. Choć tekst jest o kobiecie, dotyczy to zarówno Pań jak i Panów.
Ostatnio stwierdzono u mnie Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi (SSBSU). Przejawia się on na przykład tak:
- Postanawiam podlać ogród.
- Po rozwinięciu węża do podlewania patrzę na samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy idę po kluczyki do samochodu, zauważam na stole listy i rachunki, które wcześniej wyjęłam ze skrzynki.
- Postanawiam przed umyciem samochodu przejrzeć pocztę.
- Kładę kluczyki na stole, wyrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest on pełny.
- Postanawiam odłożyć na chwilę rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że idąc do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej, więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został w niej tylko jeden czek. Nowa książeczka jest w biurku, w gabinecie.
- Idę do gabinetu. Na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłam.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
- Idąc do kuchni z Colą w ręku, zauważam na parapecie kwiaty, które wyraźnie wymagają podlania.
- Odstawiam Colę na parapet i znajduję tam swoje okulary, których szukałam od samego rana.
- Stwierdzam, że będzie lepiej, jeżeli je położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Po drodze zauważam pilota do telewizora. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Kiedy wieczorem będziemy chcieli oglądać telewizję, znowu będę szukać pilota i nie przypomnę sobie, że został na stole w kuchni. Postanawiam więc położyć go na miejscu, przy telewizorze - tam, gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewam trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć, co właściwie chciałam zrobić.
Pod koniec dnia:
- Ogród jest nie podlany.
- Samochód jest nie umyty.
- Rachunki są nie zapłacone.
- Puszka ciepłej Coca Coli nadal stoi na biurku.
- Kwiaty schną.
- W książeczce czekowej mam tylko jeden czek.
- Nie mogę znaleźć pilota do telewizora.
- Nie mogę znaleźć okularów.
- Nie mam pojęcia, co zrobiłam z kluczykami od samochodu.
A kiedy zastanawiam się, dlaczego dzisiaj nic nie jest zrobione, jestem szczerze zdumiona, bo przecież przez calutki dzień byłam bardzo zajęta i jestem naprawdę zmęczona.
Zdaję sobie sprawę, że jest to poważny problem.
Mam jeszcze małą prośbę. Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam komu ją już opowiadałam. Nie śmiej się.
Jeżeli to ciebie nie dotyczy, Twój dzień nadchodzi!
- STARZENIE SIĘ JEST NIEUNIKNIONE
- DOROŚLENIE JEST OPCJONALNE
- ŚMIANIE SIĘ Z SAMEGO SIEBIE JEST TERAPEUTYCZNE!
|
Są 3 komentarze, też możesz się wypowiedzieć |
Piątek, 29 sierpień 2008, 07:01
Uff!
Przed chwilą lunął deszcz. Od razu inaczej się poczułam. Od wczorajszego popołudnia - czaszka za mała na szare komórki, które w nią wtłoczono. Prysznic nie pomógł, spacer po lesie również, herbatki różne też nic. Staram się nie próbować prochów przeciwbólowych, tylko ziółka.
A już ponad tydzień głowa mnie nie bolała. A oczy niewiele - wystarczało położyć się na 5 minut i mijało.
Słońca nie było, więc od słońca nie, ciśnienie po zewnętrznej normalne - zaczynałam podejrzewać, że minęło, że już tak będzie zawsze...
|
Dodaj coś od siebie |
Czwartek, 14 sierpień 2008, 22:38
Boli mnie głowa
Nadal i uparcie. Wnerwiają mnie reklamy super proszków, które pozwalają bez bólu głowy wejść na Everest. Ja mam swoje Himalaje.
|
Jest 9 komentarzy, możesz dodać jeszcze coś od siebie |
Piątek, 01 sierpień 2008, 05:10
Ślepnę sobie powoli
Bolą mnie oczy. Coraz gorzej widzę. Pogroszenie zaczęło się jakoś niedawno, trudno mi powiedzieć, kiedy, ale to kwestia góra miesiąca-dwóch. Powoduje ból głowy - taki od oczodołów w głąb czachy. Zamykanie oczu na dłuższą chwilę pomaga nieco.
Nie pisałam o tym, bo najpierw była to drobna dolegliwość, potem wystarczały okłady z herbaty, świetlika... A i teraz piszę tylko tak dla zarejestrowania faktu.
Nie wybieram się do lekarza - bo prywatnie nia mam za co, a tej doktórce z Poradni Specjalistycznej w Mieście Powiatowym nie wierzę za grosz i w życiu już do niej nie pójdę.
Przedwczoraj znowu zrobił się w lewym oku taki wylew na czerwono, choć mniejszy niż poprzednio, i przez kilka godzin snu prawie zszedł. Tym razem nie z powodu żadnych maści. Nie wiem, od czego.
Wczoraj mąż z odległości 2-3 metrów odczytał mi coś z monitora - drobną czcionkę, z 10 punktów najwyżej. Zdjął okulary - i też widział. Zdziwiłam się, bo zawsze miał silniejsze okulary ode mnie. Ja w okularach musiałam się zbliżyć do 50 cm, a bez nich - z żadnej odległości nie umiałam odczytać tego tekstu.
Znaczy się, ślepnę.
Ale dałam oczom odpocząć - i poszło lepiej. Sęk w tym, że coraz dłuższy jest odpoczynek, a krótsze okresy polepszania widzenia.
Odstawienie komputera na dłużej nie wchodzi w grę - to mój zawód. Zresztą nawet poza domem - w lesie czy w ogrodzie - dzieje się to samo. Kwiaty oglądam z bliska już tylko przez okulary, a z daleka - tworzą taką malowniczą kompozycję... Ptaki coraz gorzej rozróżniam...
|
Są 4 komentarze, też możesz się wypowiedzieć | 1
2
3
4 Następna strona»
|
|