Wtedy się zaczęło

To był sam początek budowy. W Górkach już pracujący robotnicy, w Warszawie zwalnianie wynajętego mieszkania. Jeżdżenie w tę i nazad. Urwanie głowy z dostawcami materiałów, z robotnikami, z ekipą górali do dachu, ze wszystkim. 102 dni mieszkania w niewielkiej przyczepie kempingowej.
Pojechałam do Warszawy pakować kartony, Hop pilnował budowy, rano miał przyjechać po mnie i po kartony.
Wykąpałam się. W wannie okazało się, że nie jestem sama! Pod pępkiem wpił mi się jakiś ohydny robal. Byłam przerażona. Zadzwoniłam do Hopa, ale zbagatelizował sprawę.
– Coś ty, ja na Mazurach miałem dziesiątki kleszczy. Co ja ci teraz po nocy pomogę? Wyciągnij i tyle. Albo poczekaj do jutra.
Wyciągnęłam, ale nie do końca. Czarny punkcik pozostał. Kiepskie miejsce do oglądania siebie.
Nazajutrz pojechaliśmy do przychodni w Otwocku (i tak mieliśmy tam odebrać sztachety). Pielęgniarka wykroiła mi „kawałek mięsa”, nalepiła plaster i… po bólu.
Zapomniałam o tym.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz