Z foto-notatek

Po zamieci tak zawiało drogi, że już drugi dzień nie można było wyjechać. Pług z gminy nie dojedzie (nie pamiętam, dlaczego). Wszyscy więc z okolicy wzięli za łopaty i odśnieżyli ponad 300-metrowy odcinek.
A ja nie byłam w stanie utrzymać łopaty w ręku! Wysiadły mi łokcie. Czułam się niefajnie: pełna mobilizacja, a ja nie daję rady.
Tomek mówi spokojnie – To odłóż tę łopatę, jak cię boli.
Więc przynajmniej robiłam zdjęcia…
Pamiętam, że wtedy miałam ogromne kłopoty z tymi łokciami – np. nie mogłam podnieść miski z wodą.
Potem pojawiły się kłopoty ze zginaniem palców. Zaczął się jednak dołek finansowy – przerwaliśmy budowę z powodu braku funduszów. Nie było też pieniędzy na prywatnych lekarzy – a od dawna nie byłam ubezpieczona.
Leczyłam się więc chałupniczo: smarowanie chińskim olejkiem „tygrysim” (rozgrzewający, na bazie kamfory). Trudno powiedzieć, żeby bardzo pomagało. W każdym razie nie szkodziło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz