Normalna wizyta

Dzisiejsza wizyta u specjalistki-pulmonolożki na 8:10.
Tak dawno umówiona, że się przenieśli z Piłsudskiego na Dąbrówki. Przeoczyłam przeprowadzkę. Byłam więc o 8:30. Nie spóźniłam się.
Najpierw spirometria. Niech się pani nie przejmuje, dopiero 7:30 weszła. Tak, pokój 31.
Kto jest ostatni do tego pokoju? To zależy, na którą pani ma godzinę. 8:10. To jest pani po Tym Panu, pan jest na 8:05 a przed Tym Panem jeszcze Ta Pani z 8:00. Tamta Pani, co weszła, już z kwadrans siedzi. Może ona pierwszy raz, to dłużej, bo jeszcze te oświadczenia.

Nie wiem, czyj to obraz. Jest OK.


Gapię się na obraz na ścianie.
Chuda Ruda gapi się na mnie.
Jest OK.


Ten Pan wyszedł. Wchodzę. Można?
Nazwisko? Niech pani siada na tym krześle. Zaraz, co my tu mamy.
[Tu mamy monitor]
Pani była u nas, tak, widzę, no, dawno. W 2015. Jakieś duszności? A przy wysiłku? No, takim, że pogotowie było wzywane. Aha. Pali pani?
– Nie palę od 2005, od kwietnia 2005.
Tak, od kwietnia 2005. A tutaj widzę – – –
[Widzi papierową kartę pacjenta i podpięte załączniki. Wchodzi Młoda. Rozmawiają nie wiem o czym, mnie to nie dotyczy. Młoda zasiada z drugiej strony lekarki]
No tak. „Nie wykonuje nadmiernych wysiłków. ” [Młoda obsługuje klawiaturę]
„Spirometria bez zmian.” [Młoda obsługuje klawiaturę. Dyktowanie trwa. ]
Proszę się rozebrać do badania. Oddychać. Głęboko oddychać. Dziękuję.
[Dyktowanie (…)]
Proszę przyjść za pół roku.
[Do Młodej] Zapisz panią. Nie, tu nie. Tak, tu może być.

[Ja] Mogę zadać pytanie pani doktor?
[Zaskoczyłam ją? Chyba tak. Już chciała zamknąć, zaksięgować następną wizytę, a tu jeszcze coś?]
— Czy takie a takie objawy mogą wynikać z tego a z tego?
— Jakie objawy?
— Takie i takie.
— A, takie, to raczej nie, nie. Ale tamte to mogą. To trudno powiedzieć. Tego nie da się jednoznacznie.
— No tak, dziękuję.

— Dam pani Lekarstwo. [W lewo:] Wypisz Lekarstwo.
— Wiem, to samo już miałam.
[W prawo:] Pokażę pani, jak obsługiwać inhalator. [Nie szkodzi, że wiem, że noszę toto od kilku lat] Muszę zademonstrować, bo jedna pani to zupełnie inaczej stosowała, a tak nie wolno. [Instruktaż przypomina mi stewarda klepiącego formułki o zapinaniu pasów na pokładzie samolotu]
Tu jest recepta, tu wizyta. Aha, zmień, skoro pani nie może o tej godzinie. Nie, jeszcze wcześniej.
[Wpychanie kartek do koperty, na której dużymi lierami czyjś flamaster wykreślił moje ściśle chronione pełne dane osobowe]. To pracuje pani na komputerze…
— Tak, posługuję się nim.
— Dziękuję. To wszystko.
[Ja: Dziękuję, do widzenia.]
————————–
Jest 9:45. Wizyta trwała ponad 20 minut. Nadal czuję się jak ten goopek, co to:
– Panie doktorze, nikt mnie nie zauważa.
– Ktoś coś tu mówił?

Ten wpis został opublikowany w kategorii lekarstwa, Oddychanie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz